Mój Przyjaciel, prof. Vetulani, niestety odszedł. Zachowajmy go w naszych wspomnieniach!

Pięć tygodni temu, 4 marca br., sławny neurobiolog, a jednocześnie mój wypróbowany Przyjaciel, profesor Jerzy Vetulani, miał mieć wykład (inauguracyjny!) w Uniwersytecie Otwartym (UO) AGH.

Tytuł wykładu był bardzo typowy dla stylu, w jakim Jurek uprawiał popularyzację wiedzy:

"Jak żyć długo, zdrowo i szczęśliwie".

Sam chciałem się tego dowiedzieć!

Niestety, zamiast wykładowcy, doczekaliśmy się szokującej wiadomości: Profesor poprzedniego dnia został potrącony przez samochód, gdy wracał pieszo zwykłą drogą do domu i ciężko poraniony leżał w szpitalu w śpiączce farmakologicznej. Tymczasem Aula AGH, mieszcząca ponad 200 osób, tego dnia dosłownie "pękała w szwach", bo poza słuchaczami z Krakowa przyjechali jeszcze słuchacze z ośrodków zamiejscowych UO, którzy specjalnie wynajęli autobusy, żeby wziąć udział w tym wykładzie. I co? Mieliśmy tym wszystkim ludziom powiedzieć, żeby sobie poszli do domu? Trzeba było ratować sytuację. Ponieważ podczas tej inauguracji na UO miałem mieć także swoje krótkie wystąpienie
więc nie zastanawiając się długo punktualnie o 9:30 rozpocząłem wykład. Oczywiście nie mogłem zastąpić Jurka, bo Jego w dziele popularyzacji nauki nikt nigdy zastąpić nie mógł. Ale postanowiłem tak rozszerzyć moje wystąpienie, żeby sensownie wypełnić czas zgromadzonym słuchaczom i coś ciekawego im powiedzieć. Pech chciał, że moje wystąpienie, które miało nastąpić po wykładzie inauguracyjnym profesora Vetulaniego, nie było pełnym wykładem, tylko miała to być 30 minut trwająca prezentacja jednej z moich książek (konkretnie monografii "Systemy techniczne formujące inteligentne otoczenie osoby niepełnosprawnej"). Przekształcenie a vista 30 minutowej prezentacji książki w dwugodzinny wykład, który wypełniłby cały czas przeznaczony na wykład profesora Vetulaniego plus moje własne wystąpienie, było sporym wyzwaniem - nawet dla doświadczonego wykładowcy, jakim (chyba) jestem. Ale dałem sobie radę i nawet słuchacze nie obrzucili mnie zgniłymi jajkami (zapewne dlatego, że ich nie mieli :-) ).

Tak się zaczął pięciotygodniowy dramat. Dzień za dniem wypytywaliśmy się nawzajem (w gronie przyjaciół profesora Vetulaniego), jak stan zdrowia pacjenta? Nikt nie ośmielił się zadzwonić do rodziny, ale nadsłuchiwaliśmy każdego odgłosu ze szpitala i przekazywaliśmy każdą wiadomość z ust do ust. Niestety - nie były to dobre wiadomości.

Pod koniec wiedzieliśmy już wszyscy, że pytanie "czy" trzeba zamienić na "kiedy".

Teraz już wiemy dokładnie:

Jurek odszedł 6 kwietnia.

Każda śmierć to dramat. Niezależnie od tego, czy osoba żegnająca ten świat była wybitnym uczonym (jak Jurek), czy skromnym pracownikiem. Wobec śmierci jesteśmy równi.

Ale nie każda śmierć pozbawia tak wielu ludzi tak wielu ważnych dla nich rzeczy.

Śmierć profesora Vetulaniego pozbawiła kolegów neurobiologów i psychofarmakologów Jego oryginalnego intelektualnego wkładu, którego dotąd niezawodnie dostarczał, inicjując i animując dyskusje na najbardziej fundamentalne tematy.

Społeczność ludzi myślących i spragnionych wiedzy pozbawiona została jednego z najcenniejszych popularyzatorów nauki, który mądrze, ciekawie, ale i odważnie przedstawiał trudne tezy naukowe w sposób zrozumiały dla każdego. W tym zakresie nikt mu nie dorównywał - a piszę to jako także popularyzator wiedzy, często występujący wspólnie z prof. Vetulanim. Gdy ja przedstawiałem moje referaty lub wykłady - Jurek życzliwie słuchał i miło się uśmiechał. Ale kiedy sam stawał za katedrą - to przedstawiał swój referat w taki sposób, że po moim nie zostawał żaden ślad w umysłach słuchaczy, natomiast wszyscy zafascynowani podążali na intelektualne szczyty, na które prowadził ich Jurek. Niektórzy popularyzatorzy nauki potrafią czasem rozbudzić w słuchaczach lub czytelnikach zainteresowanie wiedzą. Ale był tylko jeden Czarodziej, który potrafił rozbudzić entuzjazm dla wiedzy. Tym Czarodziejem był z pewnością profesor Vetulani.

No i wreszcie moja osobista strata. Odszedł człowiek, którego mogłem uważać za prawdziwego Przyjaciela. Takich podobno poznaje się w biedzie. Otóż Jurek w najcięższym dla mnie momencie, gdy na podstawie podle spreparowanego i szeroko rozpowszechnianego paszkwilu byłem oskarżany o winy, których nigdy nie popełniłem - miał odwagę powiedzieć publicznie, że to, co mnie spotyka jest rażąco niesprawiedliwe i nikczemne. Na znak protestu zrzekł się funkcji w prezydium Krakowskiego Oddziału PAN, a na swoim Facebooku "Piękno neurobiologii" zamieścił taki wpis:
Nikt inny się na to nie zdobył, chociaż wielu moich znajomych prywatnie do mnie wyrażało opinię, że to, co mi zrobiono, było celowo zmontowaną intrygą, w której wykorzystano wykradzione materiały policyjne oraz ogólnie znane zamiłowanie pewnej osoby do wzniecania konfliktów w otoczeniu i oczerniania innych, żeby pod pozorem opinii naukowej sporządzić, a potem nielegalnie rozpowszechnić paszkwil na mnie. Ale nikt nie ośmielił się powiedzieć tego publicznie. Nikt - z wyjątkiem profesora Vetulaniego.

Bo to był naprawdę Wielki Człowiek.

I jakże trudno pogodzić się z myślą, że był - a nie jest...

Zachowajmy go w naszej pamięci i mówmy o jego czynach naszym dzieciom i naszym uczniom. Bo to jedyne, co możemy teraz zrobić dla Niego w zamian za to wszystko, co On zrobił dla nas!
Trwa ładowanie komentarzy...